Sobota 6:25 autobus podjechał. Wsiadłam, kupiłam bilet, usiadłam i zdjęłam kurtkę, odsapnęłam. Autobus ruszył i w drogę, pojechaliśmy. Przystanek, wysiadłam i zapaliłam papierosa, chwila zastanowienia, wróciłam do autobusu, odjechaliśmy. Dobiliśmy do celu...wysiadłam. Poszłam na następny przystanek zobaczyć, o której autobus. 20min. przerwy, następny papieros zaczął być palony. Przyjechał autobus, wsiadłam i kupiłam bilet. Usiadłam wygodnie, refleksja: Za chwilę będę już w niego wtulona ! Minęło kilka minut, może 20, a może 30. Dojechałam, wychodzę i ruszam w 'Twoją stronę'. Minęłam kilka ulic, kilka twarzy, samochodów. Dotarłam do celu, palcem nacisnęłam dzwonek, otworzyła się 'klapa': -Słucham. Dałam kartkę wraz z dowodem, dostałam numerek. Chwila zastanowienia, ruszyłam na poczekalnie. Myślałam, że będzie pusta, chwile sobie poczekam, standardowo się odpalę i mnie zawołają przez cyferka zacnego numerka, który miałam. I jakie było moje zdziwienie, kiedy weszłam do poczekalni, a ona wcale nie była pusta ! W środku siedziało z 5 osób. Osób może i nie dużo, ale to się przekładało na numerki, a wraz z nimi dodatkowy czas oczekiwania. 5 osób co się równało pięć numerków, a po każdym wywołanym 10min zwłoki do wywołania następnego. No nic, tym razem sobie poczekamy, kiedyś w końcu wywołają i 15sty ! Odpaliłam papierosa, nie powiem, że nie, bo ciśnienie mi podskoczyło. Zaciągnęłam się i pomyślałam co możesz robić w tej chwili, kiedy ja tu czekam na spotkanie z Tobą. I nagle moje myślenie o Tobie, przerwał mi jakiś damski chrapliwy głos. - Tu się nie pali! Nie wszyscy chcą wąchać. Chciałam powiedzieć, że nigdzie tu taka informacja nie jest zamieszczona, popielniczka stoi, a ja palić będę. Nie chce Pani wąchać to niech sobie Pani wyjdzie i powciąga świeże powietrze na dworze! Ale wyszłam bez słowa, w końcu nie wszyscy muszą delektować się wspaniałym dymem nikotyny, który ja właśnie uwielbiam. Poza tym niedawno weszła jakaś radziecka ustawa, że w miejscach publicznych jest zakaz palenia, niestety ta ustawa obowiązywała także i te miejsce. Dalsze kopcenie skończyłam na dworze, gdzie padał deszcz i wiało jak w Kieleckim, tak to jest jak chce się palić, a nie można tam gdzie Ci wygodniej. Skończyłam i wróciłam do poczekalni, ogrzać się przy ciepłym grzejniku, na którym było poprzyklejane pełno zużytych gum do żucia, ale było ciepło! Wywołali numerek, niestety to nie mój, aczkolwiek o jeden mniej do mojego. Nie minęło 10min. jak wywołali następny i cisza. Następne 10min minęło i nie wywołali jeszcze kolejnego, zaczęło mi się dłużyć. Myśli znowu powróciły na twój szlag, aż rozproszył je kot, który postanowił się też chyba ogrzać, a może i też czekał, aż wywołają jego numerek ? Musiał mieć bardzo odległy, bo długo nie poczekał, przeszedł się na około po sali i wyszedł. Być może miał numerek, który mieli za chwile wywołać, ale nie! Bo jak już wywołali następny wstał jakiś facet i poszedł, czyli to jednak nie kot-posiadacz wołanego numerka. Takie miejsce, a kotów jak w schronisku dla zwierząt. I wniosek po krótkie analizie wyszedł mi jeden. Kryminaliści wbrew stereotypowi, który wisi jak siekiera w powietrzu, że skazani to same ZŁO! Potrafią mieć serce i zając się nawet kotem. Zapewne swój cel miał w tym czas, którego jest aż nadto do wykorzystania. Ale gdyby te koty nie lubili ludzi, którzy przebywali w tym miejscu, nie było by ich aż tak dużo!
Głos znowu zabrzmiał w domofonie poczekalni, wywołali 13! No jeszcze tylko dwa i ja, niech się ruszą ja tu marznę i usycham z pragnienia! Niestety to nie był koncert życzeń i moje narzekania i 'widzi mi się' miały się nijak to stanu faktycznego. Długo nie musiałam czekać do wywołania kolejnego numerku. Teraz to już kwestia paru minut, bo czy to będzie 10, czy 15min. mało ważne. Teraz liczyło się już tylko to, że wywołany numerek będzie należał do mnie. Zdążyłam sobie jeszcze tylko pomyśleć, obym długo nie musiała czekać na następnej poczekalni. I, żeby się zastój nie zrobił, w czasie którym ludzie się będą zbierać w drugiej poczekalni, a wpuszczanych na sale widzeń nie będzie żadnych.
WYWOŁALI! Ucieszona zabrałam się i wyszłam, podążyłam w stronę bramy, gdzie zadzwoniłam dzwonkiem, żeby mnie wpuścili. Wyjęłam z kieszeni numerek- w tym momencie mój ulubiony, bo już wywołany. I w tym czasie brama się otworzyła, wypowiedziałam szybkie -Dzień dobry, żeby jak najszybciej przebrnąć przez wszystkie bramowe procedury i dostać się na następna poczekalnie. W której będą dzielić mnie już tylko kraty i drzwi, od Ciebie!
Bramowy uskuteczniał swoje 'pouczenia' o bronie palnej, środkach odurzających itp. Dał mi kluczyk do szafki, wyjęłam portfel, schowałam rzeczy. Przeszłam przez bramkę, sprawdził mnie plastikowym narzędziem, który nazywam 'lizak', wręczył mi kartkę, ja wzięłam wszystko co potrzebne. Otworzył mi drzwi i mogłam już spokojnie iść czekać na "zbawienie". Oczywiście, czekała mnie jeszcze jedna bramka, na której dzwonek trzeba docisnąć, jakby się co najmniej dziurę palcem chciało zrobić. Dałam radę, dziadostwo wciśnięte, bramka otworzona, weszłam. Na drugiej sali z 4 osoby, myślę sobie, no to znowu sobie poczekamy! I znowu trzeba było nacisnąć kolejny dzwonek, żeby któryś szanowny z SW wyszedł po moją karteczkę! Więc zadzwoniłam, krata się otworzyła, a wraz z nią drzwi, wyszedł, zabrał kartkę. Zamknął kratę i drzwi, usiadłem i czekałam, aż znowu wyjdzie i wypowie twoje nazwisko. Nie zdążyłam dobrze się zastanowić, co Ci powiedzieć, co zrobić. Dobrej analizy widzeniowej w głowie też nie zrobiłam, którą zawsze robię, żeby w czasie jednej godziny się zmieścić.
Kraty się otworzyły, drzwi też, wyszedł. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że powie z dwa-trzy nazwiska pierwszym osoba, której już czekały jak przyszłam, a dopiero za następnym razem wyczyta te, które ja chce usłyszeć. Ale nie! Wyczytał nazwisko, który pozwoliło mi właśnie w tym momencie wejść już na salę! Byłam pewna, że jak wejdę ujrzę twoją twarz, twarz która widzę, gdy zamknę tylko oczy. Ale nie! Weszłam i jej nie ujrzałam, nie ujrzałam jej bo jej nie było. Wybrałam stolik jeden z wolnych i usiadłam, teraz mogłam już tylko oczekiwać twojego wejścia! Nie zdążyłam zdjąć kurtki i już byłeś przy mnie!
Tak jak kocham Ciebie, tak 'kocham' pierwsze wtulenie po dłuższym nie widzeniu się! A, że w praktyce przeważnie są to 2tyg. co równa się 14dni, a to nam daje razem 294 godz. bez widzenia się. I ja muszę w ciągu jeden malutkiej godzinki nadrobić te 294! To jest dopiero wyczyn i lada wyzwanie. Wtulenie, buziaki i w tym momencie nic nie ma znaczenia, tylko dane kilka naszych minut! Kilka gestów i słów wypowiedzianych wzajemnie, planów, które razem zrealizujemy, gdy już będziesz! Mówisz, ja wtulona w twoje ramiona słucham. W głowie wyobrażam sobie to co mi tłumaczysz. Bo w końcu to jeszcze tylko 15miesięcy, kiedy znowu wyjdzie słońce za chmur i wszystko będzie takie "nowe" i pierwsze, wspaniałe i wymarzone! Będziesz TU, obok mnie i wszystkich bliskich! Każdy się ucieszy, a uśmiech z twarz przez najbliższe dni nie zejdzie ani na krok, nawet w czasie snu, którego i tak będzie mało.Buziak i wzrok, twój wzrok przeszywający, mówiący wszystko pomimo, że nie wypowiada żadnych słów. Oczy w których widzę wszystko, całe odbicie człowieka, którego tak bardzo kocham! Faceta na którego czekam bez zastanowienia czy warto. Bo w końcu po co się zastanawiać nad czymś co jest jasne i oczywiste. Uśmiech, który odgania zawsze wszystkie smutki. Który tłumaczy wszystko co złe i nie przyjemne. I jak tu się nie cieszyć, kiedy patrzę na Ciebie i widzę linie idącą od jednego kącika ust do drugiego, załamująca się co kawałek i tworzącą piękny pół okrąg, bez zakończenia. Lubie słuchać jak mi mówisz co ze mną zrobisz i co mnie czeka jak wyjdziesz przy tym też masz tą minę z uśmiechem, która uwielbiam widzieć.
Niestety to co dobre, szybko się kończy. Bo 60minut nie trwa wiecznie i to wie każdy. Tylko szkoda, że dziwnym trafem, na NASZE nieszczęście ta godzina mija jak jej 1/4! Jak wytłumaczyć stęsknionej-sobie, że muszę wyjść i poczekać znowu następne dwa tygodnie, żeby móc się zobaczyć po raz kolejny. Ale jak trzeba, to trzeba... Pożegnaliśmy się, szybkie buziaki, mocne przytulenie, ostatnie w tym dniu. Kilka słów i pokierowałam się w stronę drzwi, których na koniec każdego widzenia nienawidzę i najchętniej kopałbym je z tej niemocy! Ale przecież nie będę niszczyła mienia więziennego, bo koszty zapewne też bym musiała ponieść ja. Drzwi otworzone, krata też, zniechęcone -Do widzenia i wyszłam. Brama otworzona, wchodzili nowi odwiedzający i w tym momencie zawsze chciałabym być na ich miejscu, gdy oni maja przed sobą całą godzinę (czasami dwie) do wykorzystania, a ja już jej nie mam w danym dniu. Zamknęłam bramkę, doszłam do drzwi i już miałam zadzwonić kiedy odwracam się. Idziesz! Musiałam pomachać, przesłać buziaka, oddalałeś się coraz bardziej, znikłeś mi... Zadzwoniłam do drzwi, wpuścił mnie, podałam numerek, otworzyłam szafkę i wyjęłam swoje rzeczy. Oddałam kluczyk od szafki, wzięłam swój dowód. Następne, a zarazem ostatnie drzwi się otworzyły i wyszłam...
Wyszłam z głowa pełną marzeń, pełną twoich słów i planów, z twarzą pełnią twoich całusów i dotyków. Wyszłam czując na ciele każdy twój dotyk, chociaż reki już dawno na tym miejscu nie było. I chociaż przede mną powrót do domu i 2tyg. bez Ciebie. To i tak cały czas czułam jak jestem tam, na sali, z tobą!